W tym roku nie zabieramy dziewczyn ze sobą do Pleszewa. Za bardzo zmarzły ostatnim razem i jeszcze to pamiętają, więc nie chciały skorzystać z zaproszenia.
Wiemy już, że nie będzie łatwo patrząc na to, że w Warszawie nie udało nam się nic powalczyć. W porównaniu z poprzednim rokiem, i naszym pierwszym startem potrafimy już chociaż prawidłowo wypełnić kartkę do kata. Poza tym zachowujemy się już bardziej pewnie co powoduje, że nie wychodzimy już na kompletnych dziwaków. Nie startujemy też już w kumite, zgodnie z postanowieniem z przed roku.
Na sali rozgrzewkowej spotykamy trenera z zaprzyjaźnionego Karkonoskiego Klubu Karate. Przyjechał na zawody z synem. Jesteśmy ciekawi jak mu pójdzie. Poza tym jesteśmy ciekawi jak tym razem pójdzie nam.Zapisujemy się zwyczajowo do dwóch kategorii. Swojej zgodnej z wiekiem czyli kadet U16 oraz junior U18.
W starszej kategorii nie mamy najmniejszych szans i odpadamy w pierwszej walce. Nie mam przepustki więc nie mogę wchodzić na salę razem z Oliwierem. W tamtym roku udało mi się wyprosić przepustkę VIP podczas dokonywania opłaty za start. W tym roku ten numer już nie przeszedł. Ochroniarze wpuszczają tylko osoby z przepustkami. Przed wejściem biorę przepustkę Oliwiera i idę razem z nim, kiedy wchodzą wszyscy zawodnicy. Ochroniarz pyta o przepustkę. Pokazuję mu tą którą mam. Spogląda na nią i mówi, ok. Udało mi się dostać na salę.
Pierwsza walka w kategorii U16 z zawodnikiem klubu Budokan Wrocław. Oliwier robi Gojushiho sho (styl Shotokan). Dokładnie to samo kata co jego przeciwnik. Ale Oliwier robi je lepiej. Wygrywamy pierwszą walkę. Druga walka z zawodnikiem z Islandii. On wykonuje kata pierwszy. Robi Anan (styl Ryūei-ryū). Trudne i długie kata. Wydaje mi się, że nie było rewelacyjne. Ale na tym etapie nie potrafię tego jeszcze jednoznacznie stwierdzić. Z czasem nabiorę większego doświadczenia. Oliwier wykonuje kata Suparinpei (styl Shitō-ryū). Ćwiczył je od dłuższego czasu. Mam wrażenie, że zrobił je rewelacyjne. Ale na ten moment to tylko wrażenie. Werdykt. Oliwer przegrywa jedną dziesiątą punktu. Łapie się za głowę. No cóż. Bywa i tak. Jest pierwszy sukces. Udaje nam się wygrać jedną walkę na zawodach większej rangi.
Do domu wracamy dyskutując o tym, że powoli sędziowie zaczynają się przekonywać do tego co robimy. Świadczy o tym jak na razie jedyna wygrana i większa ilość punktów, które otrzymujemy za każdą walkę. Za niecały miesiąc przed nami zawody Sudetes Open. To zawody mniejszej rangi, nie wpisane na listę rankingową Polskiej Unii Karate. Poza tym rozgrywane są na naszym terenie. Na nich musimy w końcu powalczyć coś więcej niż tylko jedna wygrana.