Warsaw Open 2025

Po tym jak dowiedzieliśmy się że istnieje lista zawodów rankingowych, które należy zaliczyć aby zbierać punkty, a tym samym móc w ogóle marzyć o kadrze Polski, zapisujemy się na wszystkie zawody rankingowe od początku roku. Tym razem Warsaw Open.

Jedziemy z nastawieniem takim jak zawsze. Wygrać pierwszą walkę. Później zobaczymy co dalej. Na razie nie udało nam się tego osiągnąć. Po ostatnich zawodach to nasz główny cel. To pierwsze dla nas zawody rankingowe w tym roku. Przegraliśmy ostatnio w Lutyni z Leonem i zastanawiamy się kiedy uda nam się wygrać z faworytem i czy w ogóle. Ale wszystko w swoim czasie.

Kategoria U16. W pierwszej walce trafiamy na Leona. Mimo że wydaje nam się że jest dobrze to przegrywamy. Obserwuję walkę z trybun. To pierwsze zawody gdzie nie udało mi się załatwić wejściówki do strefy startów. Pani na bramkach jest nieubłagana i nie pozwala mi wejść. Oliwier bierze ze sobą telefon i dzwoni przed każdą rundą aby ustalić co w następnej rundzie. W tym wypadku nie było ich dużo. Ale plan nie był najgorszy. Trzeba było tylko wygrać więcej niż jedną walkę. Co tym razem się nie udało.

Oliwier zaczął od Ohan dai, kata stylu Ryuei-ryu. Mimo, że przegrał to uwagę na niego zwrócił trener klubu UKS Grodzisk Mazowiecki. Podszedł do niego i poprawił kilka ruchów, który nie były prawidłowe.

– Trenujesz ten styl. Zapytał.

– Nie shotokan. Tego uczę się z internetu.

– To widać. Zapraszam do nas na zgrupowanie. Skwitował.

Dowiedzieliśmy się, że tym trenerem był Piotr Koryczan. Dyrektor sportowy Polskiej Unii Karate. Później okaże się, że pomógł nam nie pierwszy raz, a na niektórych zawodach będziemy czuli się jakbyśmy startowali pod barwami klubu z Grodziska Mazowieckiego.

W kategorii U18 podobna sytuacja. W pierwszej walce przegrywamy i odpadamy.

Wracając do domu rozmawiamy o tym, że ktoś zauważył to co robimy. Przede wszystkim to, że robimy coś innego niż wszyscy i wszechstronność jaką prezentuje Oliwier. Planujemy, że jak tylko będzie zgrupowanie o którym mówił trener z Grodziska na pewno się na nie wybierzemy. Pomimo kolejnych przegranych motywację mieliśmy dużą. Analizy w trakcie drogi do domu, za każdym razem zresztą, dawały nadzieję na ewentualny sukces. Poza tym zawsze patrzyliśmy na postęp w punktach jakie otrzymywaliśmy za walki, a te systematycznie rosły. Wiedzieliśmy, że był to wynik systematycznego treningu, choć nie był on jeszcze na tyle profesjonalny jakbyśmy chcieli. Na obecnym etapie nie wiedzieliśmy jeszcze jak tego dokonać.

Dodaj komentarz